ale odlot! z Warszawy do Bangkoku…

ale odlot! z Warszawy do Bangkoku…

Po miesiącach przygotowań, tygodniach intensywnej wyprowadzki i domykania wszelkich spraw, dwóch imprezach pożegnalnych (które swoja drogą przerosły nasze oczekiwania pod względem frekwencji i ułańskiej fantazji!), ostatnich dwóch dniach, podczas których dosłownie błąkaliśmy się po mieszkaniu usiłując domknąć kartony i nasze plecaki, w końcu stanęliśmy na hali odlotów warszawskiego Lotniska Chopina. Ze łzami w oczach wyściskaliśmy rodzinę i przyjaciół, którzy przyszli nas pożegnać. W takich momentach najbardziej dociera jak wiele znaczą w naszym życiu ludzie, którzy nas otaczają. Będziemy za Wami bardzo tęsknić!

papa

„Niech was wciągnie Bangkok” mówiła Marta, która jakiś czas temu sama przecierała jego szlaki.
I wciągnął. Od pierwszego dnia. Na początek zakwaterowaliśmy się w dzielnicy, gdzie byliśmy chyba jedynymi turystami. Albo jednymi z niewielu. Bardzo spodobał się nam taki prawdziwy i niekomercyjny klimat wąskich dróg, wszechobecnych ulicznych streetfoodów, straganów, micro biznesów. Bangkok zdecydowanie nie jest dla wrażliwych, nie jest piękny, nie zachwyca architekturą, śmierdzi na każdym rogu ale ma swój wyjątkowy i niepowtarzalny charakter, który nas urzekł.

Pierwszego dnia trafiliśmy do szpitala (Queen Saovabha Memorial Institute) i to z własnej woli. Jako, że w całej Polsce zabrakło szczepionek na dur brzuszny, poszukaliśmy informacji na temat możliwości szczepień na miejscu. I okazało się, że nie dość, że można i to od ręki, to jeszcze kosztuje to 4 razy mniej niż u nas. Cała wizyta trwała niecałe pół godzinki i obejmowała badanie, konsultację z lekarzem medycyny podróży i szczepienie. Koszt to niecałe 500 Baht (około 50 zł) a w gratisie pielgrzymka po wszystkich gabinetach po kolei: rejestracja – badanie – lekarz – pielęgniarka – apteka – pielęgniarka – lekarz – pielęgniarka. Wszyscy oczywiście zadowoleni i uśmiechnięci!

DSC01031

Przy okazji wizyty w placówce, warto zwiedzić hodowlę węży (Snake Farm) prowadzoną przez tajski Czerwony Krzyż na potrzeby produkcji surowicy. O godzinie 11:00 za opłatą 200 Baht można zobaczyć jak wydobywa się jad albo pogłaskać gada. Z chęcią byśmy się załapali na taki pokaz, ale niestety odsypialiśmy jet laga i byliśmy tam sporo później. Wszelkie aktualne informacje znajdziecie na stronie Instytutu.

Jeśli zapuścicie się w tamte okolice, bardzo polecamy zobaczyć jeszcze pobliską świątynię Wat Hua Lamphong, bardziej ustronną i położoną z dala od turystycznego szlaku. Jest to zdecydowanie wielki atut tego miejsca, dzięki któremu można poczuć atmosferę zadumy i skupienia (warto skorzystać bo w innych świątyniach raczej trwa walka o życie i lepsze ujęcie z japońskimi turystami). Przy wejściu jest coś w rodzaju połączenia targu i kapliczek: można kupić kadzidełka i świeczki i odpalić je przy modlitwie lub kupić zieleninę i nakarmić (żywe!) krowy. Sporą zagrodę krów. Całość pośród nowoczesnych biurowców i centrum handlowego.

Świątynia znajduje się tuż przy stacji metra Sam Yan a Instytut 5 minut dalej piechotką.

 

Podoba się? Udostępnij... 🙂 Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Pin on Pinterest
Pinterest