Snurkowanie z żółwiami na Balicasag – DIY

Jadąc na Filipiny wiele osób marzy skrycie o snurkowaniu z żółwiami. Marzyliśmy i my! Jak to jednak w tym kraju bywa, za takie marzenia trzeba oczywiście płacić i może być to turystyczna pułapka dla naszych portfeli. Ale jak nie dać nabić się w butelkę? Nam się udało  i, mało tego, załapaliśmy się jeszcze na 22 urodziny Markleya. Chyba, bo Markley sam nie był pewien kiedy się urodził 😉 Tak więc opowiemy Wam dziś jak wyglądało nasze snurkowanie z żółwiami na Balicasag. A było to tak…

Snurkowanie z żółwiami na Balicasag

Główna plaża na Panglao

Na głównej plaży wyspy Panglao stacjonują łódki, które za opłatą kursują na Balicasag. Zaczepił nas jeden jegomość i mówi, że nas tam zawiezie. Oczywiście najpierw negocjacja ceny. Dobijamy targu na 1400 PHP w dwie strony dla naszej 7 osobowej grupy (wcześniej popytaliśmy tu i tam i miała to być rzekomo uczciwa cena) i facet znika na kilka minut, po czym wraca i zaprasza nas na łódkę. Prosi o zaliczkę 400 PHP a resztę mamy zapłacić kapitanowi. Aha! Szybka matematyka i okazuje się, że cena kursu to 1000 PHP a reszta jest prowizją dla naganiacza.

Rejsik jest miły, fala nieduża i po 30 minutach jesteśmy na brzegu Balicasag. Naganiacz powiedział nam, że na wyspie jest taniej zjeść niż na Panglao oraz, że trzeba zapłacić entrance fee (opłatę za wejście) 100 PHP od osoby. Takie entrance fee zazwyczaj płaci się w oficjalnej budce i dostaje pokwitowanie. Na miejscu okazuje się, że żadnej budki nie ma a nasz kapitan zawiózł nas pod knajpę swoich znajomych. Ledwo wyszliśmy na ląd a już obskoczyli nas miejscowi, którym rzekomo mieliśmy zapłacić za wejście na wyspę i zaciągnęli nas do pierwszej knajpy (o ile można to tak nazwać) gdzie kurczak kosztował 700 PHP za kg! Oczywiście od razu pojawiły się też opłaty dodatkowe, czyli 200 PHP za możliwość wejścia do wody ze swoją rurką i maską. No ludzie kochani, od kiedy trzeba płacić za pływanie w morzu?

Powiedzieliśmy więc, że nie jesteśmy głodni, że nie chcemy nurkować a na wyspę przyjechaliśmy właściwie na piwo i poszliśmy wgłąb lądu, żeby uwolnić się od napierającego tłumu. Po kilku minutach doszliśmy do lokalnego sklepu, gdzie poznaliśmy kilku miejscowych, w tym Markleya, który obficie świętował swoje 22 urodziny. Być może to z tej okazji pomalował sobie paznokcie u stóp – każdy na inny kolor. Nasze damskie pedicury wyglądały przy tym biednie 😉 Markley zaoferował, że zaprowadzi nas do miejsca, z którego można snurkować z żółwiami. Po drodze zatrzymaliśmy się w miejscowym barze na jedzenie w normalnych cenach, czyli około 50 PHP/os. Markley cały czas zabawiał nas historiami z kosmosu, ale i tak biorąc pod uwagę jego stan, było to nierealnie składne 😉

Spacer przez wyspę był naprawdę ciekawy. Panował tam blogi spokój przerywany tylko pianiem koguta i śmiechem dzieci. Ludzie drzemali sobie gdzieś w cieniu a przywiązane za nóżki koguty maszerowały wokół drzew. Czasem zdarzył się pies, kot lub krowa.

snurkowanie_z_zolwiami_na_balicasag_na_filipinach-2

Na plaży podzieliliśmy się na 2 grupy nurkowe, żeby nie zostawiać rzeczy bez opieki, ani Markleya, który zapadł od razu w głęboki sen.

snurkowanie_z_zolwiami_na_balicasag_na_filipinachsnurkowanie_z_zolwiami_na_balicasag_na_filipinach

Nurkowanie z żółwiami na Balicasag to jedno z fajniejszych przeżyć tego wyjazdu. W momencie kiedy zobaczyliśmy pierwszego żółwia, zaczęły się okrzyki ekscytacji. A potem był drugi, i kolejny, i jeszcze jeden. Wyglądały jakby leciały, wolno machając przednimi łapami, pełne spokoju i elegancji. Wystarczyło odpłynąć kawałek dalej od brzegu, na głębokość kilku metrów by podziwiać po kilka żółwi na raz. I to bez przewodnika, opłaty, całej turystycznej szopki. I dało się wejść do wody na własną rękę, odpłynąć samemu od brzegu te kilkadziesiąt metrów a nie zostać wpakowanym na łódkę, za hajs oczywiście.

urodziny

Dobudzenie Markleya nie było prostą sprawą, ale akcja została zakończona sukcesem! Odprowadziliśmy go pod sklep a potem on nas do brzegu.

Po powrocie na łódkę od razu zaczęły się pytania o entrance fee. Powiedzieliśmy więc, że dokonaliśmy opłaty w lokalnym sklepie (co poniekąd było prawdą, bo kupiliśmy tam kilka piwek i suchy prowiant). Kapitan i majtek w zasadzie nie mieli argumentów bo przecież nie mogli nas poprosić o bilet, który nie istnieje. Trochę zagięliśmy ich ich własną bronią 😉 Zdecydowanie woleliśmy zrzucić się na napiwek dla Markleya niż wspierać lokalną szajkę żerującą na przyjezdnych. Może na krótkich wakacjach łatwiej przymknąć oko na takie cwaniactwo, ale niestety w całej Azji, a na Filipinach szczególnie, jest to przykra codzienność. Więc mnożąc dajmy na to te 10 zł dziennie, które umyka nam w podobnych sytuacjach, rocznie zbiera się naprawdę spora suma!

I nie dość, że nie daliśmy się oszukać, to po powrocie załapaliśmy się jeszcze na przepiękny zachód słońca 🙂

snurkowanie_z_zolwiami_na_balicasag_na_filipinach-3

Podoba się? Udostępnij... 🙂 Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest