Salkantay Trek, czyli 100 km przez góry i lasy do Machu Picchu

Salkantay Trek Machu Picchu

Salkantay Trek, czyli 100 km przez góry i lasy do Machu Picchu

Sposobów na dotarcie do Machu Picchu jest wiele i każdy z pewnością znajdzie ten odpowiedni dla siebie. Dla leniwych jest autobus i przesiadka w pociąg, dla autostopowiczów jest wyciągnięty kciuk a dla spragnionych przygód jest trekking. Do wyboru mamy klasyczny Inka Trail (bardzo popularny i oblegany – trzeba go rezerwować nawet z 6 miesięcznym wyprzedzeniem), Inka Jungle Trail (dostępny od ręki w każdej agencji trek z połączeniem jazdy na rowerze, zip line i kilku innych atrakcji) i między innymi Salkantay Trek, czyli kilkudniową pieszą przeprawę przez wysokie góry. Czy warto się tak męczyć, co trzeba wiedzieć i jak się przygotować? Wszystkie odpowiedzi poniżej.

Przygotowania

Do tej wyprawy trzeba się odpowiednio przygotować. W końcu spędzimy kilka dni w górach bez lub z ograniczonym dostępem do jedzenia i picia. Nie trzeba się jednak zaopatrywać na całe 5 dni. Prowiant na 2 max 3 dni w zupełności wystarczy. Na całym szlaku można korzystać z kuchenek kempingowych, ale spokojnie idzie przeżyć te dni na suchym prowiancie. My ugotowaliśmy wcześniej trochę makaronu i warzyw, wzięliśmy sos pomidorowy i tuńczyka w puszce i voila. Do tego jakieś ciastka, batoniki i chleb z dżemem.

Jeżeli chodzi o wodę, jest bardziej dostępna, ale po wyższej cenie (3-4 sole za litr). Można też pić wodę ze strumienia, ale trzeba mieć filtr lub tabletki do uzdatniania (do kupienia w aptece w Cusco za 30 soli za 10 sztuk – drogo!). Wodę lepiej „tankować” po drugiej stronie przełęczy – jest o wiele czystsza. Ostatnie miejsce, w którym można kupić picie to Soraypampa, a kolejne to Chaullay, do którego dzieli nas około 1,5 dnia wędrówki. Jeżeli chodzi o ciepły posiłek to ostatni zjemy w Mollepata a kolejny w salkaypampa. Dystans między tymi miejscami to 2-3 dni marszu.

Dojazd

Salkantay trek teoretycznie zaczyna się w miejscowości Mollepata, jednak większość  osób podjeżdża kawałek dalej do Soraypampa i w ten sposób skraca sobie trasę o 1 dzień marszu.

Z Cusco do Mollepata kursuje colectivo za 12 soli. Przystanek startowy jest na ulicy Avenida Arcopata, na zakręcie tuż przed stacją benzynową. Z Mollepata do Soraypampa można dostać się na 3 sposoby: colectivo za około 10 soli, które kursuje tylko wcześnie rano; shared taxi w cenie 80 soli za samochód lub pieszo, pokonując dystans około 30 kilometrów.

Jest jeszcze inna opcja. Można zabrać się z Cusco do Soraypampy z wycieczkami, które jadą na Lagunę Humantay. Trzeba będzie jednak zapłacić cenę całej wycieczki (minimum 50 soli) bo nikt nie odda miejsca za pół ceny.

Dzień 1.

Cusco- Mollepata – Soraypampa

Niestety mamy mały poślizg na starcie, od wczoraj nie ma wody u naszego hosta. Nad rankiem się pojawia, więc lecimy pod prysznic, bo nie wiadomo jak to będzie na szlaku. Kupujemy pieczywo i tabletki do uzdatniania wody (dostępne na Cuesta Santa Ana w aptece obok supermarketu Orion) i lecimy na przystanek. Oczywiście żadne Colectivo nie odjedzie bez kompletu pasażerów, więc czekamy aż do 10! Do Mollepaty docieramy około południa. Niestety nie ma nikogo, z kim moglibyśmy dzielić cenę shared taxi, więc idziemy na nasz ostatni ciepły posiłek (menu 5 soli) w nadziei, że w międzyczasie ktoś się pojawi. Niestety po powrocie nadal nikogo nie ma, a kierowcy za nic w świecie nie chcą zejść z ceny. Decydujemy się więc podejść kawałek i próbować łapać okazję. Dochodzimy do skrzyżowania, gdzie mamy wybór: droga w lewo to szlak pieszy i krótszy, droga w prawo jest dla samochodów, ale jest dłuższa. Pytamy się przechodzącej kobiety czy szlakiem pieszym też jeżdżą samochody do Soraypampy. „Tak, jeżdżą mniej więcej pół na pół obiema trasami”.

Teraz już wiemy, że to gówno prawda a żeby liczyć na sensowną podwózkę trzeba iść w prawo z nadzieją, że ktoś się trafi. Droga w lewo do Soraypampy nie dojeżdża. Ale jeszcze wtedy tego nie wiedzieliśmy. Maszerujemy więc dzielnie z całym ciężarem jedzenia i wody na plecach a pot leje się z nas strumieniami. Paweł chce zawracać średnio co 3 minuty 😛 ale mu nie pozwalam. W końcu udaje nam się zatrzymać jakiś samochód i za 3 sole od głowy podrzuca nas najdalej jak się da. Niby tylko 3 km ale ostro pod górę, więc jesteśmy w siódmym niebie. Tylko na chwilę, bo okazuje się, że czeka nas ultra strome podejście. Rzekomo, to tylko 40 minut w górę a potem już tylko po płaskim, ale to kolejna gówno prawda tego dnia (i nie ostatnia). Dochodzimy na górę i zaczyna się płaszczak, ale to jeszcze nie ten właściwy! Na końcu płaszczaka jest mała osada i główna droga prowadzi w dół. Nasz szlak prowadzi jednak w górę i jeśli wierzyć tabliczce informacyjnej, będzie tak przez kolejne 5 km a dopiero potem zacznie się ten 8 kilometrowy płaszczak. Także ten, 40 minut. Chyba z turbo w tyłku, którego niestety nie posiadamy.

Skrajny upał po zachodzie słońca zmienia się w rześkość. Krajobraz w tym ciepłym świetle wygląda bajkowo. Ale nie ma za dużo czasu na odpoczynek, musimy jak najwięcej przejść póki jeszcze coś widać. Po 40 minutach jest już ciemno. Wyciągamy latarki i decydujemy się jednak dojść do Soraypampy, żeby rano od razu wyruszyć na Lagunę Humantay. Momentami ścieżka jest bardzo wąska, czasem trzeba przejść po kładce a czasem na drodze stoi stado wielkich byków. Cieszymy się, kiedy widzimy tabliczkę, że do celu został 1 km. To ostatnia gówno prawda tego dnia, bo do Soraypampy docieramy dopiero jakieś 1,5 h później.

Rozstawiamy namiot na polu namiotowym koło domku pewnej pani (5soli/os). Dostajemy od niej wrzątek do termosu i zaszywamy się w śpiworach. Nasz ugotowany wcześniej makaron z warzywami, puszka z tuńczyka i sos pomidorowy smakują obłędnie!

Dzień 2

Soraypampa – Laguna Humantay – 3/4 drogi do Chaullay

Laguna Humantay

Wstajemy wcześnie rano i ruszamy w stronę laguny. Do przejścia mamy około 1,5 h pod górę. Po wczorajszym wysiłku jest to nie lada wyzwanie, ale dopiero pierwsze tego dnia. Mimo, że trasa nie jest aż tak wymagająca, ból mięśni mocno nas spowalnia. Łykamy sobie po tabletce na chorobę wysokościową, żeby trochę poprawić wydolność. Przyda nam się dziś ekstra kop mocy, bo to rzekomo najtrudniejszy dzień.

Laguna Humantay jest niesamowita. Turkusowa woda i potężna góra w tle. Zupełnie tak, jak na obrazkach w każdej agencji w Cusco. Jemy tam zasłużone śniadanie, zamieniamy kilka słów ze spotkanymi ludźmi i wracamy na dół po namiot. Widoki zapierają dech w piersiach.

Składamy namiot, bierzemy szybki prysznic w przydomowej toalecie i ruszamy na szlak. Teraz przygoda tak naprawdę ma się zacząć, bo przez prawie 2 dni mamy być tylko my i góry.

Salkantay Trek do Machu Picchu

Przełęcz Salkantay

Dojście do Przełęczy Salkantay (Abra Salkantay 4600 m) jest dość żmudne, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że ruszamy z 2800 m. Widoki wynagradzają jednak cały trud. Przez cały czas mamy nad sobą  górę Salkantay w prawie całej swej okazałości. Na przełęczy już nic nie przesłania nam widoku, poza chmurą, która nadciąga po kilkunastu minutach. Odpuszczamy więc zboczenie z trasy do laguny, która jest jakieś 20 min pieszo w stronę lodowca. I tak nic nie widać. Pijemy herbatę na rozgrzanie i ruszamy dalej. Od tego momentu droga prowadzi już tylko w dół. Jest kamienista i pełna końskiego gówna. O tak, jednego można być pewnym. Ten zapach towarzyszy od samego początku aż do samego końca trasy. Jest wszechobecny i wdzierający się w nozdrza. Ilość koni i mułów na trasie powala i świadczy o ilości turystów, którzy z nich korzystają. My od rana nie spotkaliśmy jednak nikogo.

Salkantay Trek do Machu Picchu

Ruszamy na przełęcz Salkantay (4600 m)

Salkantay Trek do Machu Picchu

U podnóża Salkantay. Co chwilę było słychać pękający lodowiec!

O zmierzchu docieramy do osady, którą widzieliśmy od kilku godzin z oddali. Nie ma tu żadnego kempingu, w zasadzie nie widać praktycznie żadnych oznak życia, ale napotkani pracownicy (chyba jakiejś kopalni) pozwalają nam się rozbić w swoim obozowisku, tuż przy domkach, które w Europie spokojnie mogłyby uchodzić za kurniki. Mamy dostęp do łazienki, która wygląda dokładnie tak samo jak ta w Soraypampie. Jest muszla klozetowa, kranik z podstawioną beczką, oddzielony rzędem cegieł na podłodze prysznic, czyli rura pcv wystająca ze ściany. Wygląda na to, że jakaś organizacja ufundowała mieszkańcom te łazienki, bo w porównaniu do ich warunków mieszkalnych, wyglądają wprost luksusowo.

Każde wyjście z namiotu po zmroku przyprawia o zawrót głowy. Nasz namiot ma wyższy standard niż niejeden hotel. Co może konkurować z milionem gwiazdek?

Salkantay Trek do Machu Picchu

Dzień 3

Osada na 3900 m – Chaullay – Santa Teresa – Hydroelektryka

Wstajemy przed świtem, bo wczoraj padliśmy już o 21. Jest strasznie zimno, namiot mamy pokryty szronem a wszystkie rzeczy w środku są wilgotne. Paweł zaczyna składać namiot bo mi dłonie odmawiają posłuszeństwa z braku krążenia. Jemy po małej kanapce i ruszamy przed siebie. Droga nie jest najprzyjemniejsza, kamienista, nierówna, co chwilę się potykamy. Ledwo wychodzi słońce i zaczyna się skwar. Stopniowo ściągamy z siebie kolejne warstwy ciuchów i upychamy do plecaków. Niesamowite jak szybko klimat potrafi się zmienić. W nocy nie mogliśmy spać z zimna, teraz marzymy tylko o zimnym prysznicu. Uzupełniamy zapasy wody ze strumienia i wrzucamy tabletki uzdatniające. Pytamy jednego z poganiaczy mułów ile do najbliższej wioski. Mówi, że już niedługo, może z dwie godzinki. Jak zwykle to lokalne zagięcie czasoprzestrzeni bo my docieramy dopiero cztery godziny później.

Chaullay – Santa Teresa

Od razu kupujemy banany i batony z quinoa, bo prowiant już nam się skończył. Mieliśmy zamiar złapać stąd colectivo do La Playa, ale słyszymy, że było rano, koło 7. Teraz mogą nam zorganizować prywatny samochód za 100 soli. Grzecznie dziękujemy i idziemy dalej. Spotykamy starszą parę pędząca swoje muły. To oni mówią nam, że za 20 minut (o 12) odjeżdża colectivo z kolejnej wioski. Jak się pospieszymy, to zdążymy. Napinamy z całych sił i docieramy tam w 15 minut. Okazuje się, że colectivo czeka na jakąś zorganizowaną grupę, i że rusza o 14. Mamy więc kupę czasu, żeby zjeść pierwszy od dłuższego czasu ciepły posiłek. Zamawiamy ryż z jajkiem za 10 soli i w międzyczasie udaje nam się wziąć prysznic w lokalnej toalecie, która wyglada identycznie jak dwie poprzednie. Potem idziemy na podwórze skąd ma odjechać busik i rozkładamy śpiwory do suszenia a sami kładziemy się na drzemkę. Chwilę pózniej już jedziemy colectivo razem z tragarzami i całym sprzętem wycieczki. Szlak jest już dla nas mniej ciekawy, więc cieszymy się z podjętej decyzji. W La Playa wysiadamy i od razu nadziewamy się na kolejne colectivo. Wsiadamy i mamy zamiar podjechać kawałek a potem iść pieszo od razu w kierunku Hydroelektryki. Okazuje się, że pomyliliśmy się co do odległości i mocno przegapiamy nasze skrzyżowanie.  Jedziemy więc prosto do Santa Teresa, skąd już dalej idziemy pieszo (mimo, że co chwilę można było się zabrać z kimś za 5 soli).

Salkantay Trek do Machu Picchu

Santa Teresa – Hydroelektryka

Najpierw droga wiedzie przez wioskę, która do złudzenia przypomina nam te z Filipin. Drewniane chaty na palach, biegające dzieci, psy i kury. Potem za mostkiem zaczyna się już zieleń i otaczające zewsząd zielone góry. Po jakimś czasie zatrzymuje się przy nas samochód na argentyńskich blachach i nieoczekiwanie i mimowolnie łapiemy  stopa aż na sam kemping pod Hydroelektryką. Tam czeka na nas kolejna niespodzianka – samochód na polskich blachach a przy nim Magda i Daniel (Entre Dos Tierras). Po prysznicu idziemy do okolicznych stoisk po piwka i wszyscy, razem z Argentyńczykami gadamy prawie do północy! W porównaniu do naszych ostatnich dni kiedy zasypialiśmy o 9, było to czyste szaleństwo.

Dzień 4

Hydroelektryka – Aguas Calientes – kemping przy Machu Picchu

Rano pozwalamy sobie na kolejne szaleństwo i śpimy do 8. Potem z Magda i Danielem jemy śniadanie. Jako, że podróżują i mieszkają w swoim samochodzie, mają kuchenkę i zaparzarkę do kawy. Gadamy kolejne 2 godziny i w końcu żegnamy się, umawiamy na spotkanie w Cusco i ruszamy przed siebie.

Z Hydroelektryki droga do Machu Picchu jest już prosta. Prowadzi przez dżunglę, wzdłuż torów kolejowych. Na początku trzeba podążać za znakami i przedostać się do torów położonych nieco wyżej. Potem do przejścia jest kilka większych i mniejszych mostów. Poza tym jest płasko i w porównaniu do poprzednich dni, wręcz relaksująco. Do bramy Machu Picchu mamy do pokonania 10 km, a do Aguas Calientes kolejne 2 km. Mniej więcej za połową trasy widać już na górze po prawej stronie ruiny i ludzi wielkości mrówek. Dopiero teraz zdajemy sobie sprawę jak wysoko będziemy musieli się jutro wdrapać.

Salkantay Trek do Machu Picchu

Decydujemy się zostać na pierwszym kempingu niedaleko bramy wejściowej, tuż przed stacją kolejową. Jest on położony w dole, po prawej stronie torów i tuż nad rzeką. Jest przepiękny! Mnóstwo roślin, dwie kryte dachem przestrzenie na namioty i czysta łazienka za 15 soli za namiot. To i tak 3 razy drożej niż w Hydro, ale jesteśmy kilka minut od wejścia i w najbardziej popularnym w Peru miejscu.

Zostawiamy plecaki i lecimy do Aguas Calientes po bilety i coś zjeść. Niestety przy kasach okazuje się, że nie ma już biletów na poranną zmianę na kolejne 2 dni, a bilety na popołudnie zaczynają sprzedawać dopiero kolejnego dnia od 9 rano. Decydujemy się więc kupić bilety online i wydrukować je w kasach, żeby nie musieć się jutro fatygować 2 km w jedną stronę do Aguas Calientes. Ta przyjemność kosztuje jednak dodatkowe 12 soli opłaty manipulacyjnej.

Miasteczko najlepiej opisuje słowo przylansowane. Wyglada jak jakiś alpejski, drogi kurort. Ceny są też adekwatne. Jest mnóstwo bogatych restauracji, barów, lodziarni, wszystko ładne, wypielęgnowane i czyste. My już klasycznie kierujemy się jednak w stronę mercado central, bo tam zawsze najtaniej i najlepiej. Za 8 soli zjadamy dwudaniowy posiłek i potem turlamy się w stronę kompleksu z wodami termalnymi. Po tylu dniach zasłużyliśmy na ciepłą kąpiel.

Na kemping wracamy już po ciemku. Jemy kolację i zasypiamy.

Salkantay Trek do Machu Picchu

Salkantay Trek do Machu Picchu

Dzień 5

Machu Picchu – Hydroelektryka

Pół nocy pada, nad ranem jeszcze jest mocno pochmurno. Dziękujemy losowi, że jednak idziemy na drugą zmianę, bo inaczej trzeba by włazić pod górę w strugach deszczu. Po śniadaniu pakujemy prowiant na drogę i po 10 idziemy pod bramę. Nikt nawet nie patrzy na nasz rodzaj biletu. Teoretycznie nie powinni nas jeszcze wpuścić, ale robią to bez żadnego problemu. Po godzinie wspinania się po schodach dochodzimy w końcu do bramy wejściowej. Wszędzie dookoła nas są tłumy ludzi, zarówno tych którzy dopiero przyjeżdżają autobusami, jak i tych, którzy już idą lub jadą na dół żeby wyrobić się na transport do Cusco. W środku wcale nie jest lepiej. Jest chaos, zamieszanie, nie ma żadnych materiałów informacyjnych w biurze. Ktoś radzi nam by zacząć trasę od tej, która skręca w lewo. Tak też robimy. Idziemy na punkt widokowy, potem na Puerta del Sol i z powrotem do kompleksu budynków, które najlepiej się zachowały. Od 14 mocno się już wyludnia a po 16 jest już garstka ludzi.

Powrót

Wychodzimy o 17.30 jako ostatni i zamykają za nami bramę. Godzinę później jesteśmy już na naszym kempingu. Pakujemy rzeczy, bierzemy prysznic i około 20 ruszamy w stronę Hydroelektryki. Nocna droga przez dżunglę jest fascynująca i przerażająca zarazem. Wszędzie słychać jakieś ruchy, odgłosy zwierząt. Wszystko wokół nas żyje i pobudza naszą wyobraźnię. Wielodniowy marsz i dzisiejsze atrakcje sprawiają, że nogi ważą chyba tonę. Kiedy dochodzimy na kemping, od razu padamy ze zmęczenia.

Kolejnego dnia wracamy do Cusco colectivo z Santa Marta.

Informacje praktyczne:

  • Transport Cusco – Mollepata – 12 soli
  • Transport Mollepata – Soraypampa – colectivo o świcie 15 soli lub shared taxi e cenie 80 soli za samochód
  • Transport Chaullay – La Playa 15 – 20 soli colectivo
  • Transport La Playa – Santa Teresa – 15 – 20 soli
  • Transport Santa Teresa -Hydroelektryka – 5 soli
  • Wejście na szlak – 10 soli płatne w Mollepata na terminalu
  • Kemping w Soraypampa – 5 soli/os
  • Kemping w Hyroelektryce – 5 soli/namiot (kemping znajduje się po drugiej stronie mostu przy budce do rejestracji)
  • Kemping przy Machu Picchu – 15 soli/namiot. Są dwa kempingi: pierwszy prywatny, na którym spaliśmy my, drugi publiczny kawałek dalej. Oba kosztują tyle samo. Ponoć na publicznym nie można zostawiać rzeczy do przechowania, my nie mieliśmy z tym żadnego problemu.
  • Bilety do Machu Picchu można kupić w Cusco, w Aguas Calientes lub przez Internet. Bilety na popołudniową zmianę można kupić tylko w ten sam dzień. Za kupno biletów przez Internet trzeba doliczyć 12 soli prowizji.
  • Mimo teoretycznego obowiązku wejścia do MP z przewodnikiem, od nas nikt tego nie wymagał.
  • W środku PM nie ma toalet, trzeba wyjść na zewnątrz. Na bilecie można wyjść i ponownie wejść przez okres 3 h od wejścia. W praktyce nikt tego czasu nie sprawdza.
Podoba się? Udostępnij... 🙂 Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Pin on Pinterest
Pinterest