Mui Ne – nie tylko kitesurfing

Mui Ne kitesurfing
Jadąc do Mui Ne po cichu liczyliśmy na to, że uda nam się wykupić kurs i spróbować naszych sił na kitesurfingu. Po zdobyciu legitymacji Open Water Diver na Koh Tao marzyliśmy o kolejnym sportowym wyzwaniu! Niestety nasze marzenia prysły jak bańka mydlana gdy zobaczyliśmy cennik. Co prawda pierwsze 2 -3 godziny mogliśmy zrobić w 2 osobowej grupie po około 40$/godz/os, jednak kolejne musiały być już osobno i kosztowały jakieś 60$. Jak podliczyliśmy całość, wyszło nam jakieś 2 tys. złotych za naszą dwójkę za dwa niepełne dni kursu, a w zasadzie kilka godzin dziennie. To zdecydowanie zbyt wysoka cena dla bezrobotnych i bezdomnych podróżników. Trochę się podłamaliśmy, na szczęście okazało się, że Mui Ne to nie tylko kitesurfing i po kilku dniach wyjeżdżaliśmy stamtąd naładowani dawką pozytywnej energii!

Transport

Mui ne skuter

Jak większość nadmorskich kurortów, Mui Ne jest miejscowością która ciągnie się wzdłuż wybrzeża. Żeby dostać się pieszo na drugi koniec miasteczka lub do położonej na samym cyplu wioski rybackiej, będziemy potrzebować dużo czasu i samozaparcia. Transportu publicznego brak, ale skuter można wypożyczyć już za 80 tys. dongów (około 4$). Dla nas był to wybór oczywisty. Wyposażeni w dwa kółka ruszyliśmy na eksplorację terenu.

Strumyczek jak z bajki (Fairy Stream)

Mui Ne fairy stream

To takie miejsce, którą bardzo łatwo przeoczyć. Jeśli o nim nie wiesz, małe szanse, że wpadniesz na nie przypadkiem. Nie ma wielkich znaków, parkingów, tłumu ludzi. Wejście jest niepozorne, przy jednej z wielu bud z jedzeniem. Przeszliśmy pod wiatą, zeszliśmy po schodach, stanęliśmy boso na rudej ziemi po kostki w wodzie i ruszyliśmy pod prąd. Kilka pierwszych zakrętów i zaczęło robić się ciekawie. Koryto strumyka przybierało coraz bardziej intensywny kolor, po obu jego stronach pojawiła się najpierw intensywnie zielona trawa a potem ogromne wydmy pomarańczowego piachu. Patrząc na ten krajobraz naprawdę czuliśmy się jak w bajce.   Co jakiś czas tylko na ziemie sprowadzały nas grupki chińskich turystów. Ale wystarczyła pierwsza przeszkoda do pokonania i Chińczycy zniknęli! Była to niewielka laguna, do przejścia której trzeba było zamoczyć się prawie do pasa. Za laguną woda sięgała już do połowy łydki a momentami nawet wyżej, było też kilka przeszkód do pokonania. W pewnym momencie z wody wsparliśmy się na górę i kontynuowaliśmy trasę prowadzącą wzdłuż krawędzi, aż dotarliśmy do niewielkiego wodospadu. Przyjemnie było się schłodzić w jego wodzie, chociaż bardziej był to prysznic niż kąpiel. Trasa powrotu wiodła dokładnie tą samą drogą i podobała nam się tak samo jak za pierwszym razem.

Mui Ne Fairy Stream

Info: Nie ma biletów wstępu ale ponoć czasem stoją tam chłopaki i próbują naciągać ludzi. Trzeba jednak zapłacić jakieś drobne za parking dla skuterów.

Prawie jak Sahara (Red Sand Dunes)

Mui Ne Wydmy

Zastanawialiśmy się czy wybrać się wydmy ze względu na niepochlebne opinie, które znaleźliśmy w Internecie. Ostatecznie jednak stwierdziliśmy, że chociaż rzucimy okiem. I całe szczęście! Dla kogoś, kto nigdy nie był na pustyni, będzie to prawdziwa namiastka pustynnego krajobrazu. Chociaż wrażenie robi dopiero po wdrapaniu się przynajmniej na pierwszą górkę. Piasek jest wszędzie, jeśli wybierze się odpowiednią perspektywę, naprawdę można poczuć się jak na pustyni. Zabawa w piachu to też super sprawa. My próbowaliśmy salt, skoków i innych akrobacji. Lądowanie za każdym razem było mięciutkie.
Info: Na wydmy najlepiej udać się wcześnie rano albo przed zachodem słońca. W ciągu dnia przy słonecznej pogodzie piach będzie parzył w stopy. Na miejscu obskoczy Was tłum ludzi próbujących wcisnąć wypożyczenie plastikowej deski do zjeżdżania. My nie wypożyczyliśmy bo najpierw zobaczyliśmy jak inni się na tym bawią. Wyglądało to kiepsko, prędkość żadna, radochy też. No chyba, że ma się 3 lata, to inna sprawa 🙂 Patrząc na to wszystko z daleka mieliśmy skojarzenia z polską zimą i zjeżdżaniem na sankach.

 Muin Ne Wydmy

Wioska rybacka (Fishing Village)

Muin Ne Fishing Village

Wioska rybacka o zachodzie słońca to przepiękny widok, zwłaszcza, że można ją podziwiać również z góry. W pierwszej chwili rzuca się w oczy całe mnóstwo kolorowych, okrągłych łódeczek wśród mieniącej się od gasnącego słońca wody. Z wysokości wyglądają jak łupinki orzechów. Na dole można się już przyglądać szczegółom, wyposażeniu, podglądać rybaków kończących pracę, spotkać mieszkańców, zobaczyć matkę kąpiąca się ze swoimi dziećmi niedaleko od brzegu.

Mui Ne Fishing Village

Zachęcamy bardzo do udania się kawałek dalej, do miasteczka a następnie aż na koniec cypla. W momencie gdy asfalt zamieni się w szutrową drogę, zacznie się prawdziwe życie mieszkańców miasteczka. Zobaczycie grupki dzieciaków bawiących się na podwórku, którym na Wasz widok będą błyszczeć oczy. Będą do Was machać, krzyczeć „Hello”, a jak odpowiecie będą piszczeć ze szczęścia. Spotkacie dorosłych siedzących przed swoimi domami i rozmawiających z sąsiadami lub staruszków przechadzających się po okolicy. Może znajdziecie drogę do mniejszych osad rybackich gdzie stoją pojedyncze łodzie, uda Wam się zajrzeć do wnętrza domu. A może traficie na tradycyjne wesele w namiocie przy niesamowicie dziwnej muzyce. Z pewnością czeka Was tam więcej atrakcji niż w samym turystycznym kurorcie.

 mui ne

Mui Ne plażowo

W przerwach między odkrywaniem okolicy korzystaliśmy z dobrodziejstwa piaszczystej plaży. Było przyjemnie, bez problemu znajdował się kawałek cienia i oddawaliśmy się błogiemu relaksowi i chłodzącym kąpielom w morzu. I patrzyliśmy sobie na tych szczęśliwców z latawcami 🙂 Kitesurfing w Mui Ne to z pewnością super sprawa, ale nie jedyna atrakcja okolicy.
Podoba się? Udostępnij... 🙂 Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest