Melbourne ♥ Miłość odwzajemniona.

Nasza przyjaciółka Marta mówi, że w Melbourne muszą coś rozpylać w powietrzu, bo człowiek wstaje rano i zwyczajnie czuje się szczęśliwy. I nie wiemy jak to jest możliwe, ale tak jest. Może to ten powszechny luz, który czuć od wyjścia za próg domu, brak pośpiechu i uśmiech mijających cię ludzi. Może unoszący się zapach kawy i pewnego rodzaju kult tego napoju, który obrodził w tysiące klimatycznych kawiarenek. Czasem to nowo napotkany street art, stary budynek z duszą czy zwykły przejazd przez artystyczne, północne dzielnice. Można tak mnożyć przykłady w nieskończoność a prawda jest taka, że każdy i tak pewnie znajdzie tam swoje małe szczęście. My pokochaliśmy Melbourne całym sercem a oto czym nam się to miasto odwzajemnia:

Luz i tolerancja

Możesz wyjść z domu w piżamie i na boso, pójść do klubu w dresie, pofarbować sobie włosy na zielono, nie mówić jakoś dobrze po angielsku, nikt nie zwróci na ciebie szczególnej uwagi a w każdym miejscu zostaniesz należycie obsłużony. Nikt nie będzie oceniał cię po okładce, po tym jak wyglądasz, co masz na sobie. Miasto jest jednym wielkim zlepkiem kultur i grup społecznych, ale nie widać jakiegoś wielkiego rozgraniczenia i podziału. Panuje tu raczej harmonia i tolerancja.
Ludzie zdają się mało przejmować, mają w sobie więcej luzu i empatii. Panuje też duże zaufanie społeczne. Niektórym zdarza się zostawiać otwarte drzwi do domu czy klucz pod wycieraczką. Czy chociażby nasze housesittingi, gdzie ludzie powierzali nam swoje domy nie prosząc w zamian nawet o dokument tożsamości. Trzeba przyznać, że milej się żyje z takim kredytem zaufania.

 

Street art

Street artu w Melbourne chyba nie da się nie lubić. Ciężko nam wyobrazić sobie miasto bez niego, tych wszystkich wąskich alejek w centrum, gdzie każdy centymetr kwadratowy wypełniony jest sztuką czy ogromnych murali na ścianach budynków porozrzucanych gdzieś po całym mieście. Szczególnie północne dzielnice takie jak Fitzroy, Northcote i Brunswick są pod tym kątem najbardziej interesujące. Połączenie starej architektury z nowoczesną sztuką nadaje im naprawdę niepowtarzalny charakter. Można tam łazić godzinami a i tak będzie to za mało żeby zobaczyć wszystko co kryją.
Melbourne

Kawa

Kawa w Melbourne to świętość a dzień bez kawy jest dniem straconym! Kawiarnie są praktycznie na każdym rogu a menu znacznie wykracza poza czarną i białą: espresso, cappuccino, flat white, latte, mocha, ristretto, piccolo, long black, macchiato. Do tego jeszcze wspaniały wybór mleka. Oprócz zwykłego, praktycznie wszędzie serwują sojowe i migdałowe.

Organic

Zdrowe odżywianie się jest w Melbourne niezwykle proste. Sklepy z żywnością organiczną można znaleźć w każdej dzielnicy. Wybór jest naprawdę imponujący a ceny produktów są niekiedy nawet tańsze niż w Polsce. Dodatkowo, w każdym sklepie, nawet w zwykłym supermarkecie, jest pod dostatkiem produktów bezmlecznych. Bez problemu i czasem za grosze można kupić mleko kokosowe, migdałowe, ryżowe a nawet jogurt kokosowy. Pyyyycha!
Nasz ulubiony sklep to Terra Madre na Northcote. Można tam znaleźć wszystko, od kosmetyków, przez owoce, warzywa, rożnego rodzaju muesli i orzechy na wagę, mięso po produkty wegetariańskie i wegańskie. I mój osobisty hit: można sobie na miejscu samemu zrobić masło orzechowe! Oczywiście wszystko organiczne a ceny często niższe niż w supermarketach. Przykładowo:
– olej kokosowy – 9,90$ (1L)
– puszka ciecierzycy – 0,50$
– czekolada 70% kakao – 1,5$

Free Tram Zone

To chyba najlepszy patent na odciążenie centrum miasta z ruchu samochodowego i korków. Po całym centrum Melbourne można jeździć wszystkimi tramwajami za darmo 🙂 Biorąc pod uwagę, że cena za pojedynczy przejazd to 4,10 $, jest to ogromna oszczędność nie tylko dla turystów ale i dla lokalesów.

 Melbourne

Miasto przyjazne rowerom

Infrastruktura dla rowerzystów jest tu naprawdę imponująca. Praktycznie każda główna ulica ma wydzieloną ścieżkę rowerową oznaczoną kolorem zielonym, na skrzyżowaniach są wydzielone specjalne miejsca zapewniające bezpieczne i komfortowe włączenie się do ruchu, na ulicach i przed sklepami są stojaki rowerowe a przy niektórych ścieżkach ustawione są wodopoje i narzędzia do serwisowania dwóch kółek.
Z ciekawostek, rowerzystów obowiązuje obowiązek jazdy w kasku a za jego brak można zarobić mandat 200$. Uwierzcie mi, że oprócz naszej zapominalskiej Martusi, nie zdarzyło nam się zobaczyć ani jednej osoby bez kasku.

 

Stare samochody

Czasem, zwłaszcza w weekendy, można się tu poczuć jak w muzeum motoryzacji. Świeci słoneczko a panowie dumnie kursują po ulicach swoimi cackami. Większości z tych aut nie widzieliśmy nigdy na oczy w Europie.

 

Crunchy Town

To temat na osobnego posta (który z pewnością niebawem powstanie). Jak wiecie kochamy Couchsurfing. Nie mogliśmy więc nie spróbować i w Melbourne. I w ten oto sposób trafiliśmy do Crunchy Town, czyli przestrzeni mieszkalno – artystycznej będącej domem dla około 25 osób. Jest to taki sharehouse (współdzielony dom), z tym, że jego mieszkańcy dzielą ze sobą wszystko: przestrzeń, posiłki, obowiązki, przyjemności. Razem gotują, jedzą a potem sprzątają, razem chodzą na imprezy, wyjeżdżają za miasto czy na festiwale. Jak masz problem możesz liczyć na to, że nie zostaniesz z nim sam. Podsumowując, w Crunchy Town zyskasz kilkunastu nowych członków rodziny! My mieszkaliśmy tam przez tydzień a potem jeszcze kilkukrotnie przez kilka dni. A w międzyczasie spędzaliśmy tam wiele dni i wieczorów, w tym np. Święta Bożego Narodzenia czy wspólny wyjazd na Sylwestra pod gwiazdami.
To również tam pierwszy raz zetknęliśmy się z ideą freeganizmu i było to doświadczenie, które totalnie zmieniło nasze postrzeganie konsumpcjonizmu. Jest to temat rzeka i także materiał na osobny wpis, ale uwierzcie, nie jesteście sobie w stanie wyobrazić co i z jakich powodów ląduje w Australii na śmietnikach.

Lentils

Lentils to niewielka sieć wegetariańskich knajpek z bardzo sezonowym i często zmieniającym się menu. Niby nie byłoby w tym niczego nadzwyczajnego, gdyby nie fakt, że nie ma tam oficjalnego cennika a za posiłek płacisz tyle ile uważasz/możesz. Wszyscy pracownicy Lentils są wolontariuszami.

Menu, jak na wegetariańską knajpkę, jest bardzo różnorodne. Są przystawki, dania główne i desery oraz kawa. Zawsze dostępne są opcje wegańskie i bezglutenowe. Również wnętrza są ciekawe, z artystyczną duszą i można tam spotkać cały przekrój społeczeństwa, łącznie z kozą na smyczy 😉 Sugerowana donacja to 8$ za posiłek, więc jest to jak na australijskie standardy bardzo przystępna cena.

Wnętrze Lentils

Wystawki

Jeżeli nie chcesz wydać fortuny na urządzenie swojego pokoju/mieszkania, Melbourne i jego mieszkańcy bardzo ci w tym pomogą. Wystarczy przejechać się w niedzielny poranek po mieszkalnych osiedlach, a z pewnością znajdzie się kilka przydatnych szpargałów, mebli, elektroniki. My nawet znaleźliśmy nowiutkie (jeszcze z metkami) krzesła kempingowe, które służą nam w podróży 🙂 Jak? Bardzo często ludzie zwyczajnie wystawiają na chodnik rzeczy, których już nie potrzebują. Czasem są to przedmioty starsze i lekko podniszczone, a czasem całkiem nowe i w super stanie. Przy odrobinie szczęścia i czasu umeblujesz i wyposażysz swoje mieszkanie zupełnie za darmo. A jak lubisz bawić się w restaurację starych mebli, jest to istny raj na ziemi.

Dlaczego niedzielny poranek jest najlepszy? Bo w sobotę ludzie mają czas na porządki. Ale nie jest to reguła. Równie dobrze może ci się poszczęścić w poniedziałek 🙂

Skromna wystawka na dzielni

Op shopy

Op shop czyli Opportunity shop to nic innego jak nasz second hand, czyli sklep z rzeczami używanymi. W Polsce potocznie zwane szmateksami, tutaj nabierają zupełnie innego znaczenia. W Australii nikt nie wstydzi się chodzić do Op shopów, wręcz przeciwnie. Jest to coś zupełnie normalnego, bo po co wydawać kupę pieniędzy na nowe, skoro można mieć bardzo dobre i za grosze? Jakość ubrań jest naprawdę zaskakująco wysoka, wybór jest duży a organizacja sklepów według kategorii pomaga wyszukać to czego potrzebujemy. Oprócz ubrań są też sekcje ze sprzętami domowymi, meblami, akcesoriami kuchennymi, książkami, zabawkami dla dzieci.
A teraz sprawa chyba najważniejsza. Za większością Op shopów stoją instytucje charytatywne, tzn. że kupując w nich wspieramy słuszną sprawę. Niektóre finansują fundacje np. na rzecz przeciwdziałaniu cukrzycy, inne z kolei są prowadzone bezpośrednio przez Czerwony Krzyż czy Btoherhood of St Laurence. Jak to działa? Otóż wszystkie towary pochodzą z darowizn od ludzi a w sklepach nierzadko pracują wolontariusze. W każdym sklepie są specjalne miejsca w które można przynieść ubrania lub inne przedmioty (w dobrym stanie), które następnie trafią na sprzedaż a dochód zostaje przeznaczony na pomoc ubogim i potrzebującym. Wszyscy tu zyskują.

Joga hopping

Joga to moja nowa miłość a zakochałam się w niej właśnie w Melbourne. Dlaczego? Bo szkoły jogi są tu na każdym rogu a każda oferuje jakiś rodzaj darmowego lub taniego wprowadzenia aby zyskać nowych klientów. Zazwyczaj można przez chwilę nieodpłatnie lub przez 2-4 tygodnie za niewielkie pieniądze (20-40$) uczestniczyć w nieograniczonej liczbie zajęć. Po zakończonym intro można wykupić karnet lub… spróbować zajęć w innej szkole. I tak przez cały pobyt można skakać sobie od szkoły do szkoły. Idealne rozwiązanie dla podróżujących i chwilowo przebywających w Melbourne osób 🙂

Moja ulubiona szkoła jogi. Źródło: Remedy Yoga

Podoba się? Udostępnij... 🙂 Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest