Kuala Lumpur – nowoczesne, wielokulturowe, tradycyjne

Z Kuala Lumpur najbardziej kojarzą się Petronas Towers, majestatyczny symbol nowoczesności miasta, obiekt pierdyliarda selfie i pozowanych zdjęć w najdziwniejszych pozach, must see na turystycznej liście w malezyjskiej stolicy. Faktycznie, wieże robią wrażenie a cała ich okolica wręcz ocieka pieniędzmi. Centrum handlowe znajdujące się u ich stóp jest tak luksusowe, że nie wiadomo czy bezcześcić jego marmury klapkami. Młode muzułmanki, niektóre w burkach zakrywających wszystko prócz oczu, przechadzają się po ekskluzywnych butikach w towarzystwie mężczyzn.

Kuala Lumpur Petronas Towers

Kuala Lumpur Petronas Towers Skyline

Do Petronas Towers docieramy tuż przed zachodem słońca. Robimy kilka zdjęć od strony ulicy, jesteśmy tam sami i trochę zdziwieni brakiem tłumu turystów. Nic bardziej mylnego bo tłum jest za murkiem: ludzie siedzą, leżą, skaczą, stoją na jednej nodze, próbują znaleźć chociaż odrobinę przestrzeni na solową fotkę z wieżami. Czekamy aż się ściemni i na pokaz fontann, który odbywa się codziennie od godziny 20 o każdej pełnej godzinie na stawie przed centrum handlowym. Jest miło i kolorowo, gra muzyczka. Z pewnością warto to zobaczyć.

Na wieże można też wjechać. My sobie jednak odpuszczamy bo pierwsze za drogo (standardowo 84 zł od osoby jednak do 2 maja 2016 jest 25% taniej z powodu zamknięcia tzw. skybridge na 41 piętrze), po drugie wolelibyśmy jednak obejrzeć panoramę miasta uwzględniająca Petronas Towers, więc jedno z drugim się wyklucza. Jeżeli jednak macie zamiar na wieże wjechać, zarezerwujcie przez Internet bilet na konkretną godzinę bo liczba odwiedzających  jest ograniczona. Można to zrobić tu.

Można też rozważyć wjazd na Menara Tower. Ponoć widok jest fajniejszy a bilety na taras obserwacyjny prawie o połowę tańsze. Jet też wersja lux na otwarty taras widokowy, ale cena odpowiednio wyższa.

Menara Kuala Lumpur by night 3

Menara Tower podświetlona na czerwono

Następne dni poświęcamy na zwiedzanie kilku z kolejnych sztandarowych atrakcji jakie oferuje malezyjska stolica.

Batu Caves, czyli hinduska świątynia znajdująca się na szczycie góry w ogromnej jaskini. Cała okolica jest delikatnie mówiąc syfiasta, jest dużo śmieci, śmierdzi i wszędzie biegają małpy. Na małpy lepiej uważać, widzieliśmy jak jedna z nich chwyciła dziewczynę za kolczyka. Chyba nie trzeba mówić jak źle mogło to się skończyć.

Kuala Lumpur Batu Caves MonkeyPrzed bramą stoją panie, które oceniają adekwatność stroju. Trzeba mieć ubranie z rękawkiem i za kolana. Jak się obleje test panie wiążą na Tobie chustę a Ty zostawiasz 5 RM w depozycie. Ale już przy zwrocie dostajesz z powrotem tylko 3 a biznes się kręci 🙂

Wejście na górę przyprawia o pieczenie pośladków i ud (my się zawsze cieszymy bo to trochę sportu) a na górze, no cóż, fajerwerków i wodotrysków brak. Jaskinia owszem, duża ale jak już widzieliście wcześniej jaskinie to nic nowego. Jest wilgotno, pełno komarów, kilka figurek bóstw i krów no i oczywiście stragan. I małpy, wszędzie małpy próbujące ukraść coś do jedzenia i picia. Czy warto zatem tam jechać? Jeśli macie kilka dni w KL to tak, natomiast jeśli 1-2 to są ciekawsze miejsca. Spójrzcie na kilka zdjęć ze środka:

Przechadzamy się po Chinatown, pełnym ulicznego jedzenia i wszelkich straganów, niezwykle gwarnym i tłoczonym, pewnie bardziej niż zwykle z okazji obchodów Chińskiego Nowego Roku. Jest mnóstwo czerwonych lampionów i tradycyjny taniec smoka, który wraz z bębnami oraz ogłuszającym wybuchem petard ma przegonić bestię Niana! Nian wróci dopiero za rok, więc póki co można odetchnąć z ulgą 🙂
Kuala Lumpur Chinese New Years EveKuala Lumpur Street Market Fish

Little India koncentruje się wokół głównej ulicy, kolorowej, z kiczowatymi filarami i fontanną. Siadamy w lokalnej knajpce i zamawiamy tradycyjny banana leaf rice i curry. I obowiązkowo kawę bru (słodka kawa zbożowa). Obcokrajowców jak na lekarstwo i można obserwować życie dzielnicy, co kończy się wnioskiem, że ta w George Town podobała nam się jednak bardziej.
Kuala Lumpur Little India

charakterystyczne kolorowe łuki w Little India

Wypad do Central Market zajmuje nam kilka chwil bo są tam praktycznie same pamiątki i ubrania, a nasze plecaki nie przyjmują nadprogramowych dupereli. Chwile spędzamy też na okolicznych straganach w poszukiwaniu butów. No i tu informacja praktyczna: jeśli jesteś kobietą i nosisz europejski rozmiar 40 i więcej to Twoje szanse na kupienie butów w Azji drastycznie maleją 🙂
Kuala Lumpur central market
Wejście do National Mosque (Meczetu Narodowego) jest bezpłatne, ale możliwe tylko w odpowiednim stroju, który otrzymamy przy wejściu. Niezwykle gustowna fioletowa szata ozdobi nie tylko kobiety, także mężczyzn w krótkich spodenkach. Niektóre szczęściary dostaną w przydziale również hidżab, ale nie znamy kryteriów tego przydziału 🙂 Mi się akurat trafia a zachwycona pani z obsługi rzecze: „Zupełnie inaczej twarz wygląda!”

Kuala Lumpur National Mosque selfie

A teraz wisienka na torcie i highlight naszego pobytu w Kuala Lumpur, coś o czym nie wszyscy wiedzą, nie robią tam sobie selfie i nie wrzucają na Instagrama, a mianowicie Kampung Bharu, czyli tradycyjna malajska dzielnica i organizowana przez miasto, darmowa wycieczka z przewodnikiem. Brzmi nudno? No to zdradzimy Wam sekret: nudno nie jest! Nasz przewodnik Razak to przesympatyczny człowiek, pełen pasji i o niesamowitym poczuciu humoru.
Kuala Lumpur Kampung Baru children

Dzieci wracające ze szkoły prezentują nam tradycyjne stroje

Opowiada nam historię miasta, razem oglądamy tradycyjne drewniane domy, zaglądamy na podwórka dowiadujemy się wielu ciekawostek. Na przykład, że wymiary domu dostosowuje się do wzrostu kobiety, tak aby np. siedząc przy oknie mogła widzieć bawiące się na podwórku dzieci lub to, że niektóre części domu przeznaczone są wyłącznie dla kobiet a dom w spadku zawsze otrzymuje córka.
Rozmawiamy też na ulicy z dziećmi, które prezentują nam tradycyjny sposób witania się z osobami starszymi od siebie – biorą do ręki naszą dłoń i dotykają nią czoła prosząc w ten sposób o błogosławieństwo.

Kuala Lumpur Kampung Baru House Old
Kuala Lumpur Kampung Bharu view
Zaledwie kilkaset metrów od wież Petronas i od centrum biznesowego przyglądamy się prawdziwemu życiu dzielnicy, która oparła się przed wkraczającą buldożerami nowoczesnością. Słuchamy historii o życiu i kulturze, o lęku kilkuletnich chłopców przed obrzezaniem i mimo, że temat mało śmieszny to wszyscy zanosimy się śmiechem bo nie dość, że opowieści Razaka same w sobie są zabawne, to jeszcze urozmaicone ilustracjami z książki Kampung Boy. Chodzimy po uliczkach pełnych ludzi, którzy doglądają swoich mikro biznesów, idziemy na targ i omawiamy owoce, warzywa, przyprawy. Próbujemy lokalnych przysmaków: ryżu kokosowego z pikantnym chilli, herbaty z mlekiem kondensowanym (pycha!) czy słodkich kulek z ryżu i kokosa.
Kuala Lumpur Kampung Baru market
Zwiedzanie miało trwać 2,5h a my chodzimy już 3,5 i nikt nie ma dość (nawet Paweł, który do sklepu za rogiem gotów był zawsze odpalać silnik!). Na koniec rozmawiamy sobie jeszcze z naszym przewodnikiem i opowiada nam jak 20 lat był HR Managerem i miał już serdecznie dość tej pracy i jak bardzo jest teraz szczęśliwy robiąc to co robi. Swój człowiek!

Oprócz wycieczek w turystyczne miejsca, fajnie jest zwyczajnie pochodzić sobie po mieście, obserwować codzienne życie jego mieszkańców, pobłądzić po ulicach i pozaglądać w różne zakamarki. Tak chyba najlepiej odkryć różne oblicza nowoczesnej stolicy, mieszanki kultur, bogactwa i biedy, porządku i chaosu. Poniżej jeszcze kilka zdjęć z naszych spacerów po Kuala Lumpur:

Kuala Lumpur Moto

Kilka praktycznych informacji:

• Na darmową wycieczkę organizowaną przez miasto najlepiej się zapisać przez Internet z 1-2 dniowym wyprzedzeniem bo ilość miejsc jest ograniczona. Jeśli się Wam nie uda lub nie dostaniecie odpowiedzi na czas możecie i tak spróbować bo nie wszyscy zapisani przychodzą. Wszystkie informacje znajdziecie tu. Miasto organizuje również inne darmowe wycieczki.
• Komunikacja miejska działa bez zarzutu. Do wyboru jest metro, kolejka naziemna, monorail oraz autobusy. Ceny za przejazd bardzo przystępne – 1-2 RM. Szukając hostelu wybierzcie ten w dobrym punkcie komunikacyjnym.
• Taksówki kosztują mniej więcej tyle co w Polsce (ale taniej niż w Warszawie)
• Malezja, mimo że nie tak strasznie konserwatywna, nadal jest krajem muzułmańskim. Rozsądek w ubiorze to wyraz szacunku dla lokalnej religii i kultury.
• 7/11 nie jest tak tani jak w Tajlandii. W naszym hostelu wodę i piwo można było kupić sporo taniej.
• Nie mogliśmy znaleźć środka na komary. Gdzieś wcześniej wyczytaliśmy, że w Malezji zabronione są preparaty z DEET więc na wszelki wypadek lepiej zabrać coś ze sobą.
.
Podoba się? Udostępnij... 🙂 Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest