Ale Jazda

Island hopping na Koh Phi Phi

Długo zastanawialiśmy się czy jechać na Koh Phi Phi, głównie ze względu na bardzo turystyczny charakter wyspy i wysokie ceny. Wypytywaliśmy wszystkich napotkanych ludzi o ich wrażenia i wszyscy zgodnie twierdzili, że było to najpiękniejsze miejsce, w którym dotychczas byli. To chyba całkiem niezła rekomendacja, nieprawdaż? Jak się później okazało, była to absolutna prawda, Niemniej jednak na Koh Phi Phi zabawiliśmy niecałe 2 doby. Dlaczego? Zacznijmy od początku.

Koh Phi Phi port

W porównaniu do Koh Tao, a zwłaszcza do Koh Phangan, ceny powalają. Miejsce w kilkunastoosobowym dormie kosztuje 50-60 zł, prywatna klitka bez okien, ale z wiatrakiem, około 100 zł a niskiego standardu pokój z klimatyzacją około 150 zł. Nie wspominając już o Lux resortach, które absolutnie wykraczają poza nasz podróżniczy budżet.

Przyportowe miasteczko jest syfiaste i to samo można powiedzieć o lokalnej plaży. Kropka. Nie poczuliśmy tam żadnego klimatu. Pełno zagranicznych turystów łojących drinki i browary i grających w beerponga. Ot i cała atrakcja 😉 Ceny streetfoodu 2-3 razy wyższe niż w Bangkoku a jedzenie niezbyt smaczne i małe porcje. Są też restauracje wyglądające na porządne i na poziomie, ale nasz budżet powiedział im stanowcze NIE 😉

Poza nielicznymi wyjątkami, ludzie nie byli zbytnio mili. W sumie można zauważyć w Tajlandii taką zależność, że im więcej zachodnich turystów tym gorsze do nich nastawienie. Ciężko się też temu dziwić, bo jak się patrzy na tą całą turystyczną patologię i weźmie pod uwagę, że ci ludzie mają z tym styczność na co dzień, to ich niechęć jest zupełnie zrozumiała.

Po co więc tam jechać? Najlepszą atrakcją, jaką możemy tam sobie zafundować jest tzw. island hopping czyli wycieczka łódką po okolicznych wysepkach i zatokach. Wybór jest ogromny: rejsy całodniowe, 4-godzinne, łupiną (taka nasza robocza nazwa dla drewnianych łódeczek wyglądających jak duże łupiny od orzechów), stateczkiem lub motorówką. Ceny wahają się od 50 do 150 zł i obejmują też napoje, owoce i jakiś skromny posiłek. Do tego trzeba doliczyć jakieś 20 zł za wyjście na teren parku narodowego na Bamboo Island oraz Maya Bay. Co najśmieszniejsze, czasem jest to 40 zł (jak nam powiedziano, zależy kto akurat zbiera) a zasadniczo to wygląda to na samozwańczą inicjatywę i zmowę sterników bo ani oficjalnych informacji, ani kontroli biletów nie uświadczyliśmy.

monkey beach

nasza „łupinka”

Zdecydowaliśmy się na budżetowy rejsik łupiną. W sumie było śmiesznie, ale drugi raz raczej wybralibyśmy coś większego. Akurat mieliśmy szczęście bo udało nam się zająć miejsca pod daszkiem. Ci, którym nie było dane na koniec dnia wyglądali nieciekawie. Także czapki i kremy z filtrem to obowiązkowy ekwipunek na taką wyprawę. Przyda się też dry bag bo na falach mocno chlapie! Nasz dry bag mieści tylko telefony, więc wykazaliśmy się polską inżynierią i wsadziliśmy cały plecak do dużego wora na śmieci i to uratowało nasz dobytek przed zalaniem.

Faktycznie, podczas rejsu widzieliśmy najpiękniejsze jak dotąd krajobrazy w Tajlandii. Malownicze wyspy wyrastające z morza, rajskie plaże, dzikie zatoki. Były też postoje na nurkowanie z tysiącem kolorowych rybek i piękną rafą. Zresztą zobaczcie sami 🙂

To co mniej nam się podobało to niestety tłok. Wszędzie turyści, pełno turystów. Najgorzej było chyba na Monkey Beach gdzie ludzie dosłownie bili się o zdjęcia z małpami, wciskali im jedzenie i picie żeby potem ganiać je z selfie – kijem i strzelać fotki. Ogólnie ta plaża wyglądała trochę jak wysypisko śmieci, strasznie przykry widok biorąc pod uwagę piękno samego krajobrazu.

Małpa pije wodę

Małpa na plaży 🙂

Monkey Beach Śmieci

Zaśmiecona Monkey Beach

Porady praktyczne:

  • Nocleg lepiej zarezerwować z wyprzedzeniem (można szukać fajnych ofert na portalach). Jak w Internecie nie będzie nic w sensownej cenie, można spokojnie znaleźć coś na miejscu. Wiadomo, że zejdzie się trochę dłużej a po podróży nie zawsze ma się ochotę łazić po hostelach i szukać miejsc.
  • Przy wjeździe na wyspę trzeba zapłacić 20 Baht opłaty środowiskowej. Pieniądze zbierają zaraz po wyjściu z promu – warto być przygotowanym i mieć pieniądze na wierzchu, bez konieczności dłubania w bagażu.
  • Jeśli chcecie zostać tam na dłużej, koniecznie znajdźcie fajną lokalizację, przy fajnej plaży (zdecydowanie nie tej w centrum).
  • Jeśli macie czas, poszukajcie innych opcji na rejsik po wyspach. Pewnie można się dogadać z kierowcą lokalnej water-taxi albo jakimś rybakiem. Można wtedy dobrać plan wycieczki pod siebie, spędzić więcej czasu w jakimś miejscu a inne pominąć (nam brakowało czasu w niektórych miejscach). No i komfort nieporównywalny. My niestety przyjechaliśmy na Koh Phi Phi wieczorem i już nie było czasu na rekonesans.
Podoba się? Udostępnij... 🙂 Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest