Ale Jazda

Wciągające ulice George Town

Po kilku tygodniach spędzonych na tajskich wyspach ponownie trafiliśmy do cywilizacji, z czego początkowo nie byliśmy zbyt zadowoleni. Jednak George Town nas zachwyciło. Bez dwóch zdań. Spacerując po starej części miasta mieliśmy wrażenie, że czas dawno się tu zatrzymał.

DSC02073

DSC02065

Wąziutkie uliczki usłane kolonialnymi kamienicami, tajemnicze zakątki i przejścia, zapomniane zaułki skąpane w półmroku oddalonej latarni, drzewa pnące się po ścianach budynków to obraz miasta jaki na długo zagości w naszych wspomnieniach.

Tak samo jak przeplatająca się obecność wielu kultur, głownie chińskiej, malajskiej i hinduskiej. Z Chinatown pełnego czerwonych lampionów i chińskich świątyń w kilka minut możemy przejść do kolorowej, gwarnej i przepełnionej zapachem przypraw Little India. Na ulicy minie nas grupka dziewczyn, z których jedna będzie miała na sobie sari, druga hidżab a dwie kolejne krótkie spodenki. Mimo, iż oficjalną religią Malezji jest Islam, jak widać nie jest to kraj bardzo radykalny. Można nawet kupić alkohol w sklepie czy spożywać go w restauracyjnym ogródku, jednak ceny są mocno wygórowane (około 10 zł za puszkę 0,33 piwa w 7/11).

Wielokulturowość zaowocowała niesamowitą różnorodnością w dostępnej gastronomii. Do wyboru, do koloru – każdy znajdzie coś dla siebie. My zajadaliśmy się char kway teow, czyli makaronem ryżowym w słodkawym sosie z krewetkami, jajkiem i słodką chińską kiełbaską, patyczkami z lok lok-ów, ulicznych  samoobsługowych straganów oraz przeróżnymi kombinacjami naanów z masalami. W porze śniadaniowej fajnie jest wybrać się do chińskiej knajpki serwującej dim sum i popróbować sobie robionych na parze rarytasów. Natomiast wieczorami zdecydowanie rządzi streetfood i jest go tyle, że czasem ciężko się na coś zdecydować!
char kway teow george town

char kway teow

lok lok george town

lok lok

W George Town trudno o nudę. Zdecydowanie największą atrakcją miasta jest street art, ukryty niekiedy w dziwnych zaułkach a czasem królujący na całej ścianie budynku.
street art georgetown man street art georgetown bruce lee street art georgetown big cat street art georgetown ballerina
Niektóre murale komponują się z prawdziwymi elementami, takimi jak huśtawka, rower, motocykl czy krzesło co sprawia niezłą frajdę bo można podejść, dotknąć, usiąść czy zrobić sobie fajne zdjęcie.
street art georgetown swing street art georgetown motorbike
Oprócz murali w rożnych częściach miasta można natknąć się na wykonane z metalu sceny jak z komiksu z krótką anegdotą zawierającą zazwyczaj jakiś fakt z życia miasta. Spójrzcie na kilka przykładów w galerii poniżej:

Poproście w hostelu o mapę street artu i dajcie się wciągnąć tak jak my i tysiące Chińczyków, którzy akurat mieli wolne z okazji Chińskiego Nowego Roku i potrafili stworzyć 30 minutową kolejkę do zdjęcia z muralem 😉

Poniżej galeria prac które nam się spodobały:

Jeśli życie Wam nie miłe (to nadal Azja i azjatycka fantazja na drodze) możecie śmiało wypożyczyć skuter i eksplorować dalsze zakątki miasta. W okresie Chińskiego Nowego Roku są specjalne pokazy w wielu świątyniach położonych z dala od centrum lub poza miastem. My wybraliśmy się do Kek Lok Si, która przez tych kilka świątecznych dni była otwarta aż do północy i dodatkowo po zmroku oświetlona tysiącami lampek.

kek lok si kek lok si nowy rokkek lok si lanternsByło pięknie, kolorowo i trochę kiczowato w chińskim stylu. No bo jak opisać świątynne stragany z klapkami, skarpetkami czy małpami na patyku? Ale wrażenia po odpaleniu światełek niesamowite! Sam kompleks jest ogromny, na obejście go trzeba zarezerwować minimum 2 godziny.

Po kilku godzinach w Kek Lok Si w planie mieliśmy jeszcze oficjalne obchody Chińskiego Nowego Roku. Były pokazy artystyczne, tańce i śpiewy (nawet chińskie jodłowanie, bardzo oryginalna sprawa) i tłumy zachwyconych Chińczyków. Trochę nie nasze klimaty ale postanowiliśmy poczekać do pokazu sztucznych ogni o północy z nadzieją, że impreza się rozkręci.

penang chinese new year
chinese new year celebration penang 2016chinese new year celebrationchinese new year celebration penang
Nie rozkręciła się. Wraz z ostatnią petardą zaczął się masowy eksodus i szturm na zaparkowane w okolicy skutery. W sumie nie ma się co dziwić, skoro na całym terenie imprezy nie znaleźliśmy stoiska z wodą, nie wspominając już o napojach wyskokowych. Tym oto sposobem przywitaliśmy rok małpy i o suchym pysku wróciliśmy do naszego hostelu.
Podoba się? Udostępnij... 🙂 Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest