Autostop w Patagonii – praktyczny przewodnik

Autostop w Patagonii

Autostop w Patagonii – praktyczny przewodnik

Autostop jak autostop, niby koncept powszechnie znany a zasady funkcjonowania uniwersalne. Są jednak miejsca, które rządzą się swoimi prawami i Patagonia zdecydowanie do nich należy. Jak i na co się przygotować? Co trzeba wiedzieć? Oto autostop w Patagonii od strony praktycznej.

Po pierwsze, cierpliwość

Nigdy nie wiadomo ile przyjdzie czekać przy drodze, ale bywa, że długo. My maksymalnie czekaliśmy 5h ale musimy to otwarcie przyznać: mieliśmy farta. I tyle w temacie. Dużo osób, które poznaliśmy koczowało po 2-3 dni w jednym miejscu. Dla tych co nie chcą utknąć gdzieś na dłużej polecamy dowiedzieć się o opcję B, czyli autobus. Wtedy, w razie niepowodzenia, jest pewność, że nie utknie się tam na noc. W przeciwnym wypadku konieczne będą…

Namiot, śpiwór, mata

Osobiście tylko raz zdarzyło nam się nocować przy drodze i to z własnej woli. Wszyscy opowiadali nam o swoich niepowodzeniach i nocach spędzonych gdzieś na pustkowiu. Stwierdziliśmy, że musimy też tego doświadczyć i celowo ruszyliśmy na stopa koło 19, żeby przespać się na pampie. Było warto 🙂

Ale namiot przy stopowaniu przez Patagonię to podstawa, bo szczęście, wiadomo, kwestia względna. Poza tym można go używać jako alternatywę dla drogich hosteli i podczas kilkudniowych trekkingów.

Raz zdarzyło nam się również rozstawić namiot w domu. Jeden kierowca zaoferował nam nocleg w starym domu swojego brata w Gobernador Gregores. Dom naprawdę był stary, opuszczony, zaniedbany i brudny. Stało tam łóżko, wątpliwej czystości a po ścianach latały pająki. Dla własnego komfortu psychicznego rozłożyliśmy na nim namiot 😉

Wschód słońca po „upiornej” nocy

Zapas jedzenia i wody

Z podanych wyżej powodów, trzeba mieć ze sobą zapas wody i prowiant na jakieś 2 dni. Może na Carretera Austral w Chile da się podejść do tematu bardziej na luzie bo miejscowości po drodze i sklepów jest więcej. Ale Tierra del Fuego, Południowe Chile i Argentyna, a zwłaszcza Ruta 40 to miejsca gdzie nie chcesz utknąć na 2 dni, zwłaszcza bez wody. Szykując prowiant na drogę trzeba też wziąć pod uwagę…

Przejścia graniczne

Żeby przejechać Patagonię konieczne będzie przekraczanie granic, i to dość częste. To może wiązać się z pewnymi komplikacjami, bo ludzie często boją się przewozić obce osoby przez granicę. My zazwyczaj umawialiśmy się z kierowcami, że wysiądziemy przed każdą granicą, przejdziemy ją pieszo, zrobimy kontrolę paszportową i wsiądziemy do auta po drugiej stronie szlabanu. Niektórym osobom musieliśmy naprawdę długo tłumaczyć, że to ok. Czasem jeszcze dopytywali się celników czy tak można i po potwierdzeniu byli już spokojni. Jak wygląda przekroczenie granicy i na co zwrócić uwagę?

Po pierwsze zazwyczaj przejścia graniczne obydwu krajów są od siebie oddalone. Od kilku do nawet kilkunastu czy kilkudziesięciu kilometrów. Niektóre z nich są zamykane na noc. Wyjeżdżając z danego kraju wysiadamy z samochodu, najpierw pokazujemy paszport a potem w kolejnym okienku dostajemy karteczkę, na której napisane jest ile osób przechodzi przez granicę i czy poruszamy się samochodem, autobusem czy pieszo. Tu dobra informacja – dla piechurów nie ma kolejek, a cała reszta stoi nawet kilkanaście minut. Na wjeździe do drugiego kraju podbijamy paszport i oddajemy karteczkę celnikom. Ani do Chile ani do Argentyny nie można wwozić nic surowego: mięsa, owoców, warzyw, nasion, roślin, mleka i przetworów mlecznych. Jest to mocno przestrzegane w Chile i można zarobić za to mandat. Za każdym razem bagaż jest prześwietlany i czasem przeszukany. Jak widzą torbę z prowiantem to też do niej chętnie zaglądają. Ale nie zaglądają do kieszeni kurtki 🙂 Więc na spokojnie można „przemycić” kanapkę czy jabłko. Ale te reguły też są nielogiczne, bo teoretycznie nie można przewozić produktów mlecznych, ale nikt nie czepiał się nas o masło, jogurt czy ser. Wszystko co gotowane też przechodziło bez problemów.

Ten poranek spędziliśmy w Torres del Paine. Udało nam się złapać stopa do Puerto Natales, zabrać nasze rzeczy a potem dojechać na stopa do Argentyny, El Calafate.

Nie będziesz sam

O tak, to pewne. O ile nie wybierasz się do Patagonii zimą, czyli w niskim sezonie, przygotuj się na kolejki autostopowiczów! W niektórych miejscach widzieliśmy nawet po 10 osób czekających na wylotówkach. Zasada jest jasna, kto pierwszy ten lepszy. Jak ktoś już stoi przy drodze, nie bądź świnia i ustaw się kawałek dalej. Zazwyczaj  pierwszy ma lepiej, ale to nie reguła. Nam się zdarzyło przyjść na miejscówkę jako ostatni i odjechać jako pierwsi. Ale jest na to sposób…

Jedziemy na stopa do Torres del Paine!

Autostop w Patagonii

Bądź proaktywny

Jeżeli jest opcja jakiegokolwiek kontaktu z kierowcą, wykorzystaj ją! Na przejściu granicznym, parkingu, w kolejce na prom albo nawet na samym promie. Jak nie zagadasz, może być, że nigdzie nie pojedziesz bo niektórzy ludzie mają problem w szybkim podejmowaniu decyzji gdy widzą kogoś przy drodze. Ale jak otworzysz buzię i pokażesz komuś, że jesteś normalnym człowiekiem to twoje szanse rosną. Wypróbowaliśmy to w praktyce.


Autostop w Patagonii

Do tego pana podeszliśmy na przejściu granicznym w San Sebastian i przejechaliśmy z nim kilkaset kilometrów i przepłynęliśmy Cieśninę Magellana. Ludzie, którzy tylko stali przy drodze czekali po kilka godzin. Po drodze widzieliśmy martwego wieloryba 🙁

Krem z filtrem, okulary, czapka, sweter, sztormiak

Bądź gotowy na każde warunki pogodowe bo wszystkich ich doświadczysz! Kilka tysięcy kilometrów długości zdecydowanie robi swoje jeżeli chodzi o klimat. Oprócz tego jeszcze wieje tak strasznie, że czasem ledwo można stać, także ciepłe rzeczy się przydadzą.

Niektórzy udzielali nam złotych porad, żeby nie łapać stopa w okularach ani czapce bo wyglądamy podejrzanie i mamy mniejsze szanse. Gówno prawda! Nie miało to większego znaczenia. Jak ktoś chce to stanie a zazwyczaj brały nas osoby, które same wcześniej jeździły na stopa albo ktoś z ich rodziny.

Autostop w Patagonii

Nigdy nie wiadomo gdzie wylądujesz. Może akurat na pace i wtedy ciepła kurtka będzie zbawieniem.

Blondyni mają łatwiej

Jest to niestety prawda i zdarzyło nam się usłyszeć „Wziąłem was tylko dlatego, że jesteście gringo”. I chyba coś w tym jest, bo naprawdę w porównaniu do innych osób mieliśmy duże szczęście i nasz czas był zawsze dużo lepszy. A oboje jesteśmy blondynami.

Autostop w Patagonii

Ten miły pan na wstępie powiedział nam, że wziął nas tylko i wyłącznie dlatego, że jesteśmy blondynami. Odjechaliśmy z miejscówki po 15 minutach, podczas gdy inni ludzie spędzili tam kilkanaście godzin.

Otwórz się na miłych ludzi

Każdego naszego stopa wspominamy super! Nie trafiły się nam żadne oszołomy ani dziwne przypadki. Wręcz kilka razy zostaliśmy zaproszeni do czyjegoś domu i poznaliśmy nowych przyjaciół. Coś co u nas jest trochę nie do pomyślenia, tu w Argentynie i Chile jest bardzo miłym zwyczajem. O naszych autostopowych przygodach możecie przeczytać tutaj.

Autostop w Patagonii

Chris i Gerhart zgarnęli nas na Carretera Austral. Przejechaliśmy z nimi w dwa dni ponad 1000 km i dostaliśmy zaproszenie do ich domu w Santiago. Spędziliśmy razem super 2 tygodnie i zyskaliśmy nowych przyjaciół <3

I jeszcze kilka słów o argentyńskiej i chilijskiej Patagonii odnośnie stopa i o punktach zapalnych (albo raczej martwych).

Argentyna

Ciężarówki mają zakaz zabierania autostopowiczów. Wiem, że niektórym zdarzyło się jechać TIR-em, ale nas przez 2 miesiące nie zabrał ani jeden.
Najbardziej osławiona droga na tej trasie to Ruta 40. Za skrzyżowaniem do miejscowości El Chalten ruch praktycznie zamiera. Po kilkudziesięciu kilometrach kończy się też asfalt i jedzie się przez prawdziwe pustkowia. Wjeżdżając do El Chalten na stopa polecamy zapytać kierowcy kiedy będzie wyjeżdżał i spróbować się z nim zabrać chociaż do głównej drogi 40. My tak zrobiliśmy a naszym znajomym wyjechanie z El Chalten zajęło 3 dni bo była taka kolejka ludzi a samochodów bardzo mało.

Autostop w Patagonii

Słynna Ruta 40

W drodze do El Chalten – jechaliśmy na łóżku 🙂

Droga do El Chalten

Chile

Chile jest nieco bardziej przyjazne autostopowo. Po pierwsze, w wielu miejscach są przystanki autobusowe (nawet na największym zadupiu), które dają cenne schronienie. Niektóre są nawet szczelnie zamykane i mają ławeczkę, także można się przespać bez wiatru i deszczu. Poza tym, na wielu stacjach benzynowych można skorzystać z prysznica.
Ciężarówki również mają zakaz, ale w Chile akurat mieliśmy przyjemność jechać raz TIR-em.
Najsłynniejsza droga w Chile to Carretera Austral. Na południu ruch jest zdecydowanie mniejszy a momentami droga może uwzględniać przeprawę promową. Odcinek z Coyhaique do Puyuhuapi jeszcze niedawno trzeba było częściowo pokonywać promem z powodu osunięcia ziemi. Zginęło wtedy małżeństwo w samochodzie i przez ładnych kilka miesięcy droga była zamknięta. Otworzyli ją na kilka dni przed naszym przyjazdem.
Miejscowość La Junta zwana jest cmentarzyskiem autostopowiczów. Ponoć wiele ludzi potrafi tam utknąć na kilka nocy. My utknęliśmy na 1 noc, ale możemy podpowiedzieć, że działa tam bardzo dobrze Couchsurfing, nawet last minute 😉

Carretera Austral – tuż po deszczu i tuż przed deszczem 😉

Nasz pierwszy i ostatni TIR.

Była też jazda na naczepie w deszczu z psami. Psy były bardzo zadowolone z naszego towarzystwa. Z wzajemnością 😉

Podoba się? Udostępnij... 🙂 Share on Facebook
Facebook
Tweet about this on Twitter
Twitter
Share on Google+
Google+
Pin on Pinterest
Pinterest