Angkor na skuterze – udało się!

Przed przyjazdem do Siem Reap zastanawialiśmy się jak podejść do tematu zwiedzania Angkoru. Szukaliśmy informacji, czytaliśmy, oglądaliśmy mapy z trasami, które jakoś wcale nie ułatwiały nam zadania i dalej nie wiedzieliśmy, czy kupić bilet na 1 czy może na 3 dni. Naczytaliśmy się, że obcokrajowcy nie mogą wypożyczyć w Siem Reap skutera a tym bardziej wjechać nim na teren kompleksu świątynnego. Internet krzyczał, że nie ma opcji, że zakazy, mandaty i najlepiej to tuk tukiem, który pod naciskiem tuk tukowej mafii ma praktycznie monopol na wjazd na teren kompleksu. A jak wiadomo, tam gdzie monopol, tam wysokie ceny. My postanowiliśmy jednak spróbować i możemy potwierdzić, że udało nam się zobaczyć Angkor na skuterze. I to w jeden dzień! Na początek zapraszamy na krótki filmik i oczywiście zachęcamy do subskrypcji naszego kanału YouTube.
A teraz wszystko po kolei.

Wypożyczenie skutera

Wbrew plotkom nie było z tym żadnego problemu. W każdej z wypożyczalni mogliśmy bez problemu zostać obsłużeni. Ceny były oczywiście droższe niż w całej Kambodży, ale po krótkim rozeznaniu i negocjacjach udało nam się zejść do 10$ za dobę. Standardowa cena to 15-20$ w zależności od modelu i stanu.
Jeżeli planujecie wypożyczenie skutera, przeczytajcie nasz tekst Skuter w Kambodży z porcją informacji i praktycznych porad 🙂

Kupno biletu

Bilet kupić najlepiej dzień przed rozpoczęciem zwiedzania. Kasy biletowe znajdują po drodze miedzy Siem Reap a Angkorem. Sprzedaż biletów na kolejny dzień zaczyna się o 17, ale lepiej przyjść chociaż kwadrans wcześniej żeby potem nie stać w długiej kolejce. W zależności od rodzaju biletu, trzeba ustawić się do odpowiedniego okienka (1, 3 lub 7 dni), gdzie zrobią nam zdjęcie i otrzymamy kartonik z naszą zniekształconą podobizną.
Angkor_na_skuterze_bilety
Już z biletem możemy tego samego dnia wejść na teren kompleksu i do wybranej świątyni (można i do kilku, ale zamykają je około 18 więc do więcej niż jednej raczej się nie uda). My postawiliśmy na Bakheng Hill, skąd ponoć pięknie widać zachód słońca. Niestety obstawialiśmy złego konia. Po wejściu na szczyt okazało się, że na raz w świątyni może przebywać ograniczona liczba osób, w związku z czym do wejścia stała ogromna kolejka czekających aż ktoś wyjdzie. Oczywiście wszyscy przyszli tam na zachód i nikt nie miał zamiaru stamtąd przed czasem wychodzić, więc nie było najmniejszej szansy na wejście.
Angkor_na_skuterze_Bakheng_Hill

Tłum obserwujący zachód słońca

Jeżeli chcecie podziwiać piękny zachód słońca, polecamy Wam udać się kilkaset metrów dalej, do południowej bramy kompleksu. Tam na moście są wspaniałe widoki, cudowna gra świateł i kolorów, po jednej stronie wschodzący księżyc a po drugiej czerwono ogniste kolory zachodu.

Angkor Brama poludniowa

Nasza trasa

Następnego dnia po 7 mknęliśmy już na dwóch kółkach w stronę Angkoru. Odpuściliśmy sobie wschód słońca, bo po pierwsze nie należymy do rannych ptaszków a po drugie, ponoć to żadna frajda w kilkutysięcznym tłumie. Pojechaliśmy prosto do Banteay Kdei, wjeżdżając od wschodniej strony. Zrobiliśmy to trochę celowo, żeby ominąć możliwe kontrole policyjne na głównej drodze wjazdowej.
Za chwilę zachwyciła nas prowadząca nierówną walkę z naturą Ta Phrom, którą poznacie zapewne z filmu Tomb Rider. Zarówno sama budowla jak i porastające ją drzewa robią niesamowite wrażenie. Klimat tego miejsca jest wyjątkowy, nieco tajemniczy i kryjący bogatą historię.

Angkor_na_skuterze_Ta_PhromAngkor_drzewa

Następnie w kierunku przeciwnym do wskazówek zegara zrobiliśmy dużą pętlę. Tu szczególnie podobały nam się Neak Pean oraz Prah Khan. Ta pierwsza głównie ze względu na przepiękne położenie pośród rozległych podmokłych terenów. Druga z kolei kryła labirynt korytarzy i przejść, w których aż przyjemnie było się zgubić. Prah Kan to także demonstracja potęgi matki natury, która za nic ma sobie kamienne przeszkody.
Angkor_Prah_KhanAngkor_na_skuterze_Prah_Khan
Po krótkiej przerwie regeneracyjnej pomknęliśmy w kierunku małej pętli. Tam czekało na nas kilka kluczowych punktów programu. Świątynia Bayon, znajdująca się w samym centrum Angkor Thom, robi na żywo ogromne wrażenie. Na każdym kroku towarzyszy nam 216 kamiennych twarzy, które rozlokowane na 50 słupach wskazują 4 strony świata. Precyzja ich wykonania, dbałość o szczegóły, którą widać na każdym kroku i rozmach wzbudzają ogromny szacunek dla potęgi dawnego khmerskiego imperium.

Angkor_Bayon

Angkor na skuterze Bayon

W tle ogromne kamienne twarze

Na deser zostawiliśmy sobie Angkor Wat, czyli w dosłownym tłumaczeniu świątynię miejską. Nazwa ta jest często mylnie używana w stosunku do całego kompleksu, w rzeczywistości odnosi się jednak do tej konkretnej budowli. To najbardziej rozpoznawalna wizytówka Angkoru, jego perełka, najlepiej zachowana i najchętniej odwiedzana. Najwidoczniej udało nam się ominąć godziny szczytu bo kiedy stanęliśmy na kamiennym moście na fosie, nie rzuciło nam się w oczy morze turystów. Resztką sił podreptaliśmy w kierunku głównej bramy a za nią mogliśmy już podziwiać nie tylko monumentalne kopuły, lecz Angkor Wat w całej swej okazałości. Świątynia jest ogromna, tak jak ogromny był Angkor, który w latach swej świetności liczył milion mieszkańców. Milion! Kiedy my byliśmy jeszcze w powijakach.

Angkor_Wat

Oczywiście na naszej trasie zawitaliśmy też do mniejszych świątyń. W niektórych byliśmy nawet sami! Niestety nie sposób ich wszystkich opisać więc załączamy krótką relację fotograficzną.

Angkor_na_skuterzeAngkor na skuterze

Angkor na skuterze

Więc jak to dokładnie było z tym zwiedzaniem kompleksu Angkor na skuterze? Do dziś nie wiemy czy było to legalne czy nie bo nigdzie nie udało nam się znaleźć wiarygodnej odpowiedzi. Internet twierdzi, że nie i liczba napotkanych przez nas na trasie skuterów prowadzonych przez osoby zza granicy (2) mogłaby to potwierdzać. Natomiast zarówno pracownicy kas biletowych jak i kontrolerzy przy bramach wjazdowych i wejściach do poszczególnych świątyń mówili nam, że nie ma żadnego problemu. Wielokrotnie w ciągu dnia spotykaliśmy też patrole policji przy świątyniach i żaden z nich nas nie zatrzymał. Co prawda staraliśmy się nie rzucać w oczy i unikać kontaktu wzrokowego, ale gdyby tylko chcieli, łatwo wlepiliby nam mandat. Tylko raz, przed Angkor Wat, jeden policjant mocno się nami zainteresował kiedy parkowaliśmy przed wejściem. Założył wszystkie swoje atrybuty i zaczął iść w naszym kierunku, no co my zwyczajnie obróciliśmy się na pięcie i weszliśmy do środka. Jak wyszliśmy, już go nie było 🙂
Co nam dał skuter? Z pewnością niezależność i szybkość. Podejrzewam, że tuk tukiem byłoby nam ciężej zamknąć się w jednym dniu. No i skuter to też duża oszczędność. Przeciętnie za tuk tuka na małą pętlę trzeba zapłacić co najmniej 25$, a za dużą pewnie trzeba dołożyć około drugie tyle.
Na koniec kilka informacji praktycznych:
• Nie ważne czy jedziecie skuterem czy nie, weźcie dużo wody. 1,5 litra na osobę na start to minimum. Potem wodę można bez problemu dokupić przed każdą świątynią.
• Na miejscu nie ma też żadnego problemu z jedzeniem, ale ceny są sporo wyższe niż w mieście. My wzięliśmy ze sobą po kanapce na wynos i w zupełności nam to wystarczyło.
• Trzeba mieć ze sobą nakrycie głowy. Tam żar naprawdę leje się z nieba i nie zawsze jest cień żeby się schować.
• Warto też pomyśleć o odpowiednim stroju. Za krótkie spodenki czy bluzka na ramiączka nie przejdą ani u chłopaka, ani u dziewczyny.  I czasem nawet chusta nie pomaga, bo nie jest akceptowana.
Podoba się? Udostępnij... 🙂 Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest