Ale Jazda

Ale Sajgon! 8 milionów skuterów i my

Ale Sajgon!

Ale_Sajgon_Ho_Chi_Minh (4)

Nigdzie lepiej nie zrozumiemy znaczenia tego wyrażenia jak właśnie w Ho Chi Minh City (dawniej Sajgon, chociaż nazwa ta jest nadal w powszechnym obiegu). Zazwyczaj używamy go do określenia wielkiego chaosu, bałaganu i braku organizacji. I dokładnie tego doświadczymy wychodząc za dnia na ulice największego miasta Wietnamu, którego populacja przekracza 8 milionów mieszkańców i prawie tyle samo skuterów! Ale Sajgon!
Na widok pierwszego lepszego skrzyżowania otwierasz szeroko oczy ze zdziwienia bo zalewa je morze jednośladów, dosłownie. Już zanim zapali się zielone światło trudno je ogarnąć wzrokiem, a gdy masa ruszy, jej końca nie widać. Słychać warkot silników, klaksony, obrazy szybko przesuwają się przed oczami a z tłumu czasem ktoś się wybija postanawiając skręcić i zaburzyć w ten sposób płynnie posuwającą się falę.
Podatek na samochód wynosi prawie 200%, co skutkuje oczywiście tym, że jest to dobro luksusowe, dostępne jedynie dla elity. 4 kółek jest zdecydowanie mniej i są to często modele z najwyższej półki prestiżowych marek jak Mercedes, BMW, Lexus czy nawet Porsche i Ferrari. Każda rodzina posiada więc co najmniej 1 skuter, który służy za główny środek transportu dla ludzi i nie tylko. Można na nim przewieźć pralkę, lodówkę, nowy telewizor, psa albo kilka psów. I nie dziwi to tu nikogo, tak samo jak widok 5 osobowej rodziny na jednym dwukołowcu. Dzieci odrabiają w drodze lekcje pisząc w zeszytach opartych na plecach rodziców a cała reszta, która nie prowadzi scrolluje kciukiem ścianę fejsika.
Ale Sajgon Ho Chi Minh
W tej całej ulicznej hierarchii są jeszcze rowerzyści poruszający się gdzieś po marginesie drogi oraz uliczni sprzedawcy ciągnący swoje wózki po jezdni, przez skrzyżowania. Najniższym i najsłabszym ogniwem jest oczywiście pieszy. No bo co za wariat chodzi po ulicy? Przecież to nienormalne!

Pieszy w miejskiej dżungli

Przez kilka dni jesteśmy właśnie tym najsłabszym ogniwem ulicznej układanki. Żar leje się z nieba, idąc szukamy cienia i wdychamy niestety przesiąknięte spalinami powietrze. Przechodniów mijamy niewielu, raczej przyjezdnych. Ale przynajmniej są chodniki i czasem przejścia dla pieszych z sygnalizacją. Problem zaczyna się jednak kiedy takowej brak. Morze skuterów płynie jednostajnie i nie ma opcji żeby się ktoś zatrzymał i dał przejść. Co robić? Trzeba wywalczyć sobie pozycję w miejskiej dżungli, czyli wkroczyć na drogę i iść przed siebie! Nikt się nie zatrzyma, ale nikt też nas nie rozjedzie. Pojazdy zwolnią i ominą nas z którejś strony. Ponoć zdarzają się kradzieże torebek i saszetek wprost z przejeżdżających obok skuterów. Na wszelki wypadek, będąc przy krawędzi jezdni albo na niej, mocno trzymamy nasz ruchomy dobytek.
Ale Sajgon Ho Chi Minh

I jak tu przejść?

8 milionów skuterów i my!

Żeby lepiej liznąć prawdziwego Sajgonu, postanawiamy wydostać się gdzieś poza turystyczną strefę. Wypożyczamy więc swoje dwa kółka i stajemy się częścią tej jednolitej masy. Za radą Ani, która mieszka tu już kilka miesięcy, zakrywamy twarz, wkładamy okulary i chowamy jasne włosy żeby nie kusić wietnamskiej policji.

W środku jest jak w ulu. Gwar, hałas, wszystko się rusza. Pierwsze minuty są trudne, ale po chwili przyzwyczajenia Paweł czuje się pewnie, ale oboje mamy oczy dookoła głowy. I słusznie. Pierwsze prawo tutejszej miejskiej dżungli powinno brzmieć: nie ufaj nikomu! Bo możesz się grubo przejechać, na przykład kolanem po asfalcie jeśli pan jadący po Twojej prawej postanowi nagle skręcić w lewo. No bo dlaczego nie? Albo ktoś włączający się do ruchu nie spojrzy nawet czy może bezpiecznie to zrobić tylko po prostu wjedzie bez najmniejszego zawahania. Lub skręcający samochód przetnie Ci drogę, mimo, że teoretycznie mógł poczekać aż przejedziesz. Ale po co? I nie zdarzy się to raz dziennie, tylko raz na pięć minut. Po jednym dniu, nic Cię już chyba nie zdziwi. Chociaż nigdy nie wiadomo. Kierowcy mają tu wybujałą wyobraźnię. Na skuterze można wszystko. Sky is the limit, jak to mawiają.

Z resztą zobaczcie sami nasz krótki materiał z jazdy po Sajgonie 🙂

Miejska dżungla za dnia

Każdy kto lubi wielkie miasta poczuje się tu jak ryba w wodzie. No nie ma zwyczajnie opcji żeby się tu nudzić! Czy to pieszo, czy skuterem można trafić na małą uliczkę na której toczy się prawdziwe życie zwykłych mieszkańców. Ktoś coś sprzedaje, ktoś coś naprawia, każdy jest tu kowalem własnego losu i stara się swoim mikro biznesem zarobić na ryż.

Ale Sajgon Ho Chi Minh
Starsza pani sprzedaje bahn mi (jeśli jeszcze nie wiesz co to, przeczytaj nasz post o kuchni wietnamskiej – pycha!) ze swojego kramiku na kółkach. Na patelni smaży jajka, nad ogniem odgrzewa bułkę a obok taki sam kramik i kolejna pani. W przerwie miedzy klientami przysiadają na stołeczkach i rozmawiają. Tak spędzają całe dnie. W Wietnamie nie ma emerytury. Gdzieś niedaleko na stole pod chmurką stoi maszyna do szycia a przy niej mężczyzna. Z boku leżą ubrania do przeróbki. Tu nie trzeba mieć lokalu na biznes, tu biznes toczy się na ulicy. Jedzenie, picie, owoce czy drobne usługi kupuje się nie zsiadając ze skutera.

Ale Sajgon Ho Chi Minh

Ale Sajgon Ho Chi Minh

Im bliżej do jezdni tym większa szansa na sukces

Można godzinami chodzić i chłonąć takie obrazki codziennego krajobrazu miasta.
Wąskie uliczki zastawione są straganami na kółkach a parę przecznic dalej obraz miasta diametralnie się zmienia. Kilka pasów ruchu, nowe samochody, nowoczesna architektura, ulica pełna sklepów zachodnich marek, amerykańska sieciówka sprzedająca kawę, eleganccy i zadbani ludzie. Gdzie ten komunizm?
Sajgon jest pełen zieleni, mnóstwa parków i szerokich ulic otoczonych szpalerem ogromnych, starych drzew. Miasto niesamowicie bogate w życie i różnorodne na każdym kroku.
Ale_Sajgon_Ho_Chi_Minh (1)

Ale Sajgon Ho Chi Minh

Tak wygląda miasto nocą

Wieczorem ruch się uspokaja, ale miasto wcale nie zamiera. Wręcz przeciwnie. Tu ludzie praktycznie żyją na ulicy, wychodzą przed dom, siedzą na ławeczkach, obserwują, idą do parku na wspólne ćwiczenia, potańczyć salsę, pograć w „zośkę”. Outdoorowe siłownie są bardzo oblegane, zwłaszcza przez starszych ludzi. Ulice zapełniają się tysiącem małych plastikowych krzesełek i stolików wystawianych przy straganach z jedzeniem i knajpkach. Te, z kolei, zapełniają się klientami.
Jeśli natomiast ktoś decyduje się zostać w domu, i tak ma widok na ulicę. Zazwyczaj salon znajduje się na parterze budynku i jest przeszklony a drzwi do niego najczęściej są otwarte. Ponoć Wietnamczycy nie lubią mieszkań w blokach bo są zbyt odizolowane od reszty świata.

Sajgon turystycznie

Oprócz wspaniałego klimatu ukrytego w wąskich uliczkach, Ho Chi Minh City ma bardzo ciekawą ofertę wartych odwiedzenia miejsc historycznych. Burzliwa przeszłość kraju wpłynęła na architekturę miasta oraz na powstanie muzeów upamiętniających np. wojnę wietnamską.

Muzeum Pozostałości Wojennych

Bardzo ciekawe muzeum i dobra lekcja historii. Na zewnątrz ekspozycja czołgów i floty powietrznej, w środku głównie wystawa zdjęć i mnóstwo informacji do przeczytania. Najlepiej zarezerwować sobie co najmniej 2 godziny. Polecamy sprawdzić również godziny otwarcia bo w ciągu dnia jest 2 godzinna przerwa.

Pałac Zjednoczenia

Bardzo niska cena za bilet wstępu (~1$) zachęca do odwiedzenia. Pałac zamieszkiwany był przez Prezydenta Południowego Wietnamu aż do końca wojny wietnamskiej. Wnętrze zostało nietknięte, więc możemy obejrzeć klimat i styl całej rezydencji. Dla zwiedzających dostępne są sale konferencyjne, gabinety, sypialnia pary prezydenckiej, kuchnia oraz schron bombowy.

Katedra Notre Dame

Pozostałość po francuskich kolonizatorach. Katedra w całości wybudowana z materiałów sprowadzonych z Francji. Jej oficjalna nazwa to Bazylika Matki Boskiej Niepokalanego Poczęcia, chociaż powszechnie nazywa się ją Notre Dame. Jednak w porównaniu z tą w Paryżu wypada bardzo skromnie. Jest też lokalny akcent – neony wokół figury Matki Boskiej. W okolicy znajduje się również ciekawy budynek Poczty Centralnej a kawałek dalej, Opery.

Sajgon jest też dobrą bazą wypadową do okolicznych atrakcji jakimi są Tunele Chu Chi oraz Delta Mekongu (czytaj więcej).

Podoba się? Udostępnij... 🙂 Share on FacebookTweet about this on TwitterShare on Google+Pin on Pinterest